top of page

Ślązak na Titanicu

Zaktualizowano: 21 lut

Ten rejs miał być dla niego zastrzykiem gotówki. Od 1901 roku pracował na różnych parowcach jako steward. Richard Pfropper i jego historia podczas pierwszego i zarazem ostatniego rejsu Titanica.


Jedna z ulic w Breslau (pl. Wrocław), kiedy mieszkał tam Richard Pfropper

Kiedy około 23:40 doszło do kolizji, był w swojej kajucie - niewielkim pomieszczeniu z dwoma piętrowymi łóżkami, toaletą i szafą. White Star Line dbało o swoich pracowników, a 3 funty 15 szylingów miesięcznie stanowiło jedną z wyższych pensji okrętowych stewardów. Richard Pfropper miał za sobą ciężki dzień. Wstał około 6:00. Poranne serwowanie śniadania, następnie lunchu, a wieczorem kolacji potrafiło dać w kość. Ponadto obsługiwał marynarzy a ci (w większości) klasą i grzecznością nie mogli się poszczycić. Kiedy chwilę po 23:00 położył głowę na poduszce z naszytą na środku niewielką, czerwoną flagą linii White Star, od razu zasnął. Przyśniło mu się spotkanie z ojcem, Augustem. Spacerowali razem po zielonym i zachwycającym Liebichshöhe w Breslau (pl. Wrocław), kiedy nagle ojciec krzyknął „Achtung!” (pl. „Uwaga!”), a łomot przypominający zderzenie się bicykli zakłócił błogość.


Richard obudził się. W głowie dźwięczało mu ostrzeżenie ojca, jednak przytomniejąc uzmysłowił sobie, że trzaski i coś co przypominało tłuczenie szkła nie były snem. Zapytał pozostałych stewardów, czy także usłyszeli dziwne dźwięki. Zaniepokojeni wstali. Richard wyjrzał na korytarz. Zdawało się, że to nic poważnego. Zauważając oficera, zapytał go o przyczynę huku. Ten rozkazał jemu i pozostałym nie panikować. Uznał jednak, że powinni założyć uniformy i stawić się w jadalni drugiej klasy na pokładzie D, gdzie mieli zaserwować gorącą kawę i herbatę rozbudzonym pasażerom. Pfropper westchnął. Zapowiadało się, że tej nocy nie odpocznie, a o 6:30 rano ponownie miał stawić się na służbie.


Chętnych na nocne napoje nie brakowało. Na zewnątrz dokuczał chłód, a nagłe zatrzymanie największego parowca świata na środku oceanu pobudzało emocje. Jedni daliby sobie rękę uciąć, że śruba zgruchotała jakiegoś walenia, inni przysięgali, że widzieli górę lodową, a kolejni zwiastowali pożar na dolnym pokładzie. Po kilkunastu minutach większość rozmów obracała się już wokół tego, o której statek ponownie ruszy i czy uda mu się dotrzeć do Nowego Jorku na czas. Co poniektórzy odgrażali się personelowi, że jeśli spóźnią się na poniedziałkowy pociąg, będą domagać się odszkodowania od linii White Star.


Około 00:30 oficerowie zaczęli stanowczo zachęcać pasażerów, by wyszli na pokład łodziowy. Przykład miała dać załoga, dlatego wstrzymano serwis kawowy, a Richard wraz z innymi stewardami udali się na górę. Ich także wodziła ciekawość.


Wyszli schodami dla drugiej klasy w tylnej części statku. Zauważyli, że Titanic jest lekko przechylony. Uznali, że pewnie nabierają wody, jednak pompy szybko naprawią sytuację. Na zewnątrz było spokojnie. Pfropper spostrzegł, że na miejsca w szalupach ratunkowych oczekuje zaledwie kilkadziesiąt osób. Pasażerowie pierwszej klasy wyglądali jedynie od czasu do czasu przez okna. Większość zgromadziła się w palarni, ogrzewając przełyk kieliszkiem brandy. Widząc jak oficerowie i ich najbliżsi współpracownicy dokładają starań, by szybko przystosować łodzie ratunkowe do spuszczenia ich na wodę, Richard rzucił się do pomocy. Wiedział, że tak trzeba. Chociaż nie rozumiał powagi sytuacji, czuł przymus by uspokajać pasażerów i obdarowywać ich pełnym spokoju uśmiechem i przyjacielskim poklepaniem po ramieniu.


Kadr z filmu Titanic (1997) przedstawiający statek około 1:10 w nocy, 15 kwietnia 1912 roku

Około 1:10 pierwszy oficer William Murdoch zawołał jego i kilku innych członków załogi, by podeszli do łodzi ratunkowej numer 9. Statek coraz bardziej się przechylał. Pfropper pomyślał, że pompy nie nadążają. Ktoś przekazał mu jednak, że za niedługo podpłynie statek ratunkowy. Uspokoił się. Wykonywał posłusznie polecenia oficera, co jakiś czas wyglądając jedynie za burtę, by zobaczyć czy widać już nadpływający okręt.


Murdoch nakazał przygotowanie „dziewiątki”. Richard odwrócił się, by zobaczyć, ile osób oczekuje na ratunek. Chętnych przybywało. Pojawiali się pasażerowie zarówno z pierwszej jak i drugiej klasy. Trochę na uboczu stanęła także grupa osmolonych palaczy, którzy wydostali się z dolnego pokładu.


Niektórzy z trzeciej klasy przytaszczyli ze sobą wielkie torby. Jeden z pasażerów 'górnego pokładu', celowo i wystarczająco głośno, by inni go usłyszeli, zaczął z nich szydzić, mówiąc, że te kufry pomieszczą zarówno ich jak i cały majątek jakim dysponują. W odpowiedzi, 36-letnia pasażerka drugiej klasy, Kate Buss, zbeształa go. Przepychankę słowną skutecznie ukrócili inni. Richard spojrzał na prowokatora z politowaniem. „Aleś wybrał moment” – pomyślał.


Gdy „dziewiątka” była już gotowa do załadunku, statek powoli zaczął przechylać się na sterburtę, przez co między pokładem a brzegiem łodzi zaczęła powiększać się przepaść. Czarna toń oceanu wyglądała przerażająco. Oficer Murdoch rozkazał przyśpieszenie ewakuacji. Nie było chwili do stracenia.


Kadr z filmu Titanic (1997) przedstawiający opuszczanie łodzi ratunkowej numer 9

Do łodzi jako pierwsza weszła Pani Lines, żona prezesa New York Insurance Company, a tuż za nią jej nastoletnia córka. Usadowiły się w przedniej części łodzi, narzekając pod nosem na twardość desek i prosząc o koc, na którym mogłyby usiąść. Kolejna miała być starsza kobieta, której Richard podał dłoń, by asystować przy wejściu, jednak gdy ta spostrzegła przepaść między pokładem, a łodzią, zaczęła panikować i krzyczeć. Odwróciła się, puszczając dłoń Richarda. Zaczęła przepychać się przez oczekujących pasażerów. Oficer złapał ją, jednak ta odepchnęła go i wbiegła do środka statku. Murdoch uznał, że nie warto tracić czasu na gonitwę. Na ratunek czekała wystarczająca liczba innych pasażerów.

Milioner, 47-letni Benjamin Guggenheim (zobacz fragment filmu "Titanic" Jamesa Camerona, w którym Rose opowiada Jackowi o romansie Guggenheima z Aubart), stojący wraz z kochanką i jej służącą zaśmiał się. Nie rozumiał tego przerażenia. Gdy przyszła kolej na nich, pocałował swą towarzyszkę, Pannę Aubart, będącą francuską piosenkarką, po czym pomógł jej wejść do łodzi. – Żadna kobieta nie może pozostać na statku, tylko dlatego że Ben Guggenheim okazał się być tchórzem – powiedział głośno. Następnie podał dłoń służącej swojej kochanki, Szwajcarce Emmie Sägesser. – Wkrótce się zobaczymy! To tylko naprawa. Jutro Titanic znowu ruszy – powiedział do niej po niemiecku, a Richard dokończył asysty doprowadzając dziewczynę do środka łodzi. Guggenheim oddalił się, by umożliwić załodze dalszą pracę i wyciągnął cygaro.


Po kilkunastu minutach w łodzi było już kilkadziesiąt osób. Oficer Murdoch spojrzał na Richarda. – Wskakuj, będziesz wiosłować – powiedział. Ten wykonał rozkaz, czując jednocześnie ogromną ulgę. Dostrzegł także, że na wejście do łodzi nie oczekiwała już żadna kobieta. Poczuł się usprawiedliwiony. Usiadł blisko steru. Jeden z pasażerów drugiej klasy, będący wciąż na pokładzie, zapytał Murdocha, czy nie miałby nic przeciwko, gdyby także wsiadł do łodzi ratunkowej. Oficer pozwolił mu na to. To była ostatnia osoba, która weszła. Potem łódź zaczęto opuszczać na wodę. Zegarki wskazywały godzinę 1:30.


Kadr z filmu Titanic (1997) przedstawiający statek tuż przed całkowitym zatonięciem

Gdy odpłynęli na jakieś 100 metrów dostrzegli prawdę. Dziób Titanica praktycznie cały znajdował się pod wodą, a krzyk i płacz pomieszany z klasyką graną przez orkiestrę były jedynymi słyszanymi dźwiękami. Wszyscy w „dziewiątce” siedzieli bez słowa. Richard z przerażeniem patrzył na największy statek w dziejach ludzkości, który powoli poddawał się potędze oceanu. Wypatrywany okręt ratunkowy wciąż się nie pojawiał, a niezatapialny statek resztką sił bronił się przed otchłanią.


Richard westchnął, po czym uronił łzę. Najął się na Titanica zaledwie kilka dni wcześniej. Pływał transatlantykami od 11 lat. To miała być jednak wyjątkowa podróż. Pierwszy raz na liniowcu takiej klasy i pierwszy raz za taką stawkę! Jego rodzinne Breslau opuścił mając zaledwie 17 lat. Chociaż miasto było piękne, a pod rządami nadburmistrza Georga Bendera przeżywało okres prosperity, Pfropper postanowił je opuścić. Przed 13 laty wyemigrował do Anglii, pozostawiając w Niemczech owdowiałą matkę i dwóch młodszych braci. Patrząc na ginącego Titanica, poczuł ogromną potrzebę przytulenia bliskich. Otarł się o śmierć, a oni, oddaleni o tysiące kilometrów nie mieli nawet pojęcia do czego doszło.

Trzęsąc się z zimna Richard spojrzał na pozostałych w łodzi. Przy sterze siedział marynarz Georg McGough. Pokazywał palcem dziewczynce siedzącej obok coś na niebie. Pfropper pomyślał, że to urocze. Nie wiedział wówczas, że rzeczony sternik to człowiek, który przed dziesięcioma laty zamordował w pijackiej awanturze innego marynarza, a przed zaledwie półtora roku, był skazany za molestowanie dwunastolatki.


Nagle Pani Futrelle, żona pisarza Jacquesa Futrelle oburzyła się na siedzącego obok niej mężczyznę, przykuwając uwagę pozostałych. – Deklarował pan doświadczenie w wiosłowaniu, a jak się okazuje było to podłe oszustwo by uchować swe życie! – krzyknęła. Sternik McGough widząc zażenowanie oskarżonego powiedział – Madame, on chce ocalić swe życie, jak i ty swoje.

W końcu około 2:20, 15 kwietnia 1912 roku, rozległy się dwa potężne huki. Statek pękł na pół i w zaledwie kilkadziesiąt sekund zniknął pod powierzchnią wody. Panna Aubart wybuchnęła wielkim płaczem. Richard, znając francuski, przedostał się do niej, by usiąść obok i ją pocieszyć. – Szanowna Panno, proszę spróbować się uspokoić – powiedział. – Wiele szanowny Pan Guggenheim być może jest na innej łodzi – dodał, co dało jej trochę ukojenia. Miał jednak świadomość, że to pocieszenie jest na wyrost. Znał prawdę na temat liczby łodzi ratunkowych.


Nad ranem, gdy zaczęło świtać, rozbitkowie dostrzegli dziesiątki pól lodowych, które pływały jak okiem sięgnąć. Łódź dryfowała, a obiecana pomoc wciąż się nie pojawiała. Jeden z pasażerów pierwszej klasy, George Brereton przysiadł się do innego bogatszego pasażera. Zaczął go przekonywać do powierzenia mu pewnej sumy pieniędzy, którą miałby podwoić w Nowym Jorku na ustawionych wyścigach konnych. Richard spojrzał na niego z niedowierzaniem, jednak ten zrugał go wzrokiem traktując z góry. Pfropper nie dał się zawstydzić. Patrzył na niego przenikliwym wzrokiem, próbując w ten sposób uświadomić mężczyźnie, że robienie interesów na środku Atlantyku, po śmierci setek osób, z którymi wymieniał spojrzenia i uprzejmości ostatnimi dniami, jest niedorzeczne. Pfropper nie miał pojęcia, że zaledwie trzy lata dzielą Breretona od więzienia za oszustwa finansowe.

Richard Pfropper kilka lat po katastrofie

W końcu nadeszło ich wybawienie. Na horyzoncie pojawił się statek. Wiosła łodzi ruszyły w kierunku jednostki. Czterdzieści dusz, najróżniejszych charakterów, jednakowo ucieszyło się z widoku nadpływającego statku. Richard zamknął oczy, uspokoił się. Jako członek załogi Titanica czuł odpowiedzialność, którą linia White Star wyceniła wcześniej na 3 funty 15 szylingów miesięcznie. O 6:15 „dziewiątkę” wciągnięto na pokład Carpathii. Szlochająca panna Aubart, roztrzęsiona pani Futrelle, hazardzista Brereton, skrywający przeszłość sternik McGough oraz inni z tej łodzi zyskali nowe życie. Richard również. Po wejściu na pokład Carpathii poczuł ulgę. Przed oczami miał matkę i dwóch młodszych braciszków z Breslau. Jedyne czego pragnął, to powiedzieć, że żyje.


Autor: Jonasz Milewski


P.S. Richard Pfropper kontynuował pracę na morzu. Kilka lat po katastrofie Titanica wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. Zmarł 25 lutego 1964 roku w Nowym Jorku.




Czy podobał Ci się ten artykuł? Polub, zostaw komentarz i udostępnij. Z góry dziękuję!


Źródła:


153 wyświetlenia0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Comentarios


bottom of page